Bajka Ciesia i Wicuś

część pierwsza
SPOTKANIE

***
Był sobie paź królowej – przepiękny motylek.
Wędrował po swej łączce – z kwiatuszka na kwiatek.
Łączka była pod lasem – za ogrodem – w tyle;
który tutaj rósł sobie – i kwitł na dodatek.
*
Więc ten to wędrowniczek – o imieniu Wicek
miał przeróżne w wyborze nektarowe smaki.
Rosły bowiem kolorem wabiące wonnice:
budleje, wiciokrzewy, róże czy widlaki.
*
Pod lasem zaś – już bardziej z natury wyrosłe
cieszyły swym kolorem – lebiodki, wawrzyny.
Maliny i jeżyny – wysoko tu wzrosłe
tłumiły te pomniejsze – gorysze czy kminy.
*
Domek miał niedaleko – pomiędzy marchwiami
które tutaj zakwitły w ogrodzie i łące.
Kryć się też miał gdzie – kiedy promieniami
prażyło nazbyt mocno południowe słońce.
*
I tak – podczas wędrówek – poszukując cieni,
kiedy sfrunął pod liści zieloną borówkę;
chroniąc się przed nadmiarem słonecznych promieni;
spotkał tutaj – na ziemi – zapłakaną mrówkę.
*

*
Z nieskładnych wyrazów przeplatanych łkaniem
dowiedział się motylek historii mróweczki.
Która ruszyła w drogę – ciekawa poznaniem
tej czy tamtej wyrosłej na łączce traweczki.
*
I tak wędrując pewna swojej dorosłości
mróweczka – pośród bliskich Ciesią zwana była;
pobłądziła – bo w swojej zbytniej ciekawości
zapomniała o drodze – którą tu przybyła.
*
Na dodatek deszcz padał – zmył zapachy drogi
którymi mrówki swoje ścieżki oznaczają.
Więc cóż jej pozostało – dla Ciesi – niebogi;
jak pośród łez potoku – pomocy szukając.
*
A nasz Wicek – motylek ze szlachectwa znany,
to przecież paź królowej – nie zaś byle chłystek.
Poprosił, by usiadła pomiędzy skrzydłami;
na jego właśnie plecach – co jest oczywiste.
*
Mróweczka się wdrapała – wygodnie rozsiadła;
motylek zaś przemierzał tereny łączyska.
Ciesia się uchwyciła – aby nie wypadła
rozglądając się wokół – szukała mrowiska.
*
Wędrowali tak długo – nastała szarówka;
omijając po drodze wszelkie zagrożenia.
Bo to i sam motylek, jak i Ciesia – mrówka
Mieli tu sporo wrogów – ich mnogie wcielenia.
*
Musieli tuż przed nocą zaniechać szukania
mrowiska – domku Ciesi – więc motylek lotnik
postanowił przeczekać z pomocą do rana.
Wylądował więc zgrabnie tuż obok paprotki.
*
Zaraz też rozpoczęli poszukiwań jadła;
bo oboje zgłodnieli – krążąc zamaszyście.
Nie mieli z tym trudności – nim nocka zapadła
obficie najedzeni – spoczęli pod liściem.
*
Ciepła noc wnet minęła wraz z słońcem porannym;
oboje wypoczęci – nie wadząc nikomu;
po obfitym śniadaniu – rosą popijanym
rozpoczęli od nowa szukać Ciesi domu.
*
Dużo by opowiadać o nowych przygodach;
kiedy to umykali sprzed dzioba ptaszyska
które nań polowało – lecz tu trzeba dodać
że nasz motylek – lotnik – już swą sławę zyskał.
*
Jako znany w swym kręgu lotnik nad lotniki
umiał on tak w powietrzu manewrować lotem;
Że przemyślne figury, nawroty, uniki
nie były dlań nowością – żadnym też kłopotem.
*
Wreszcie Ciesia wyczuła zapach jej znajomy
podwórza swojego – przy domku w mrowisku.
Więc zaraz lądowali – uściski, ukłony
oraz podziękowania dla Wicka od wszystkich.
*
Jakież było zdziwienie z pierwszego wrażenia
gdy Ciesia już schodziła z motylka na ziemię.
Nikt przecież nie przypuszczał, by takie zdarzenia
mógł ktokolwiek tu widzieć – całe mrówcze plemię.
*
A Ciesia – jak to dziecko – znowu popłakała
gdy przyszło się już żegnać z Wicusiem motylem.
Czuła bowiem, że mocno już się przywiązała
do tego przyjaciela – spędzając z nim chwile.
*
Sam Wicek też – nie spojrzał już nawet przez ramię
gdy odlatywał od nich – od nowych przyjaciół.
Nie chciał by Ci widzieli – że to samo znamię
przyjaźni go zasmuca – co to z Ciesią zaczął.
*
Obiecywał więc wszystkim – przy swym pożegnaniu;
że kiedyś znów odwiedzi znajome mrowisko.
Czy tak się stanie – nie wiem. W moim rozeznaniu
możliwym jest to faktem – przyjaźń znaczy wszystko.
*
zdjęcie: widoczki.com
*
Za jakiś czas oboje podrośli dość znacznie.
Wicuś już doświadczony swymi wędrówkami
zmężniał – nabrał rozumu – nadal jadał smacznie
więc i sił mu przybyło – zadziwiał lotami.
*
Postanowił odwiedzić mrowisko znajome.
Długo nie musiał szukać – było całkiem blisko.
Lądując – wnet zobaczył orszaki ruchome
krążące wokół tronu – tworzące kolisko.
*
Na tronie zaś widocznym z daleka na wzgórku
siedziała Ona – Ciesia – Jej pokłony słano.
Wicuś się zmartwił, speszył – bo w swoim mundurku
wyglądał teraz przy Niej - jak giermek ułanów.
*
Nie wiedział więc co począć – tak był tym zmieszany;
już miał wracać z powrotem w kwiatki kolorowe.
Lecz i jego dostrzegli – został rozpoznany
jako wybawca Ciesi – teraz ich królowej.
*
Co tam się działo – rety – opisać nie zdołam
bo by mi słów zabrakło – a i gardło ściska.
Zaraz więc go wniesiono prawie wręcz – do koła
opasującego tron królowej – tak już całkiem z bliska.
*
Ciesia z początku zbladła – płyną łzy radości
taka tym to spotkaniem była poruszona.
Dalej było cudownie – bo już mieli gości
na swoje weselisko – jako mąż i żona.
***
część druga
WESELISKO
Motylków się zleciało z całej okolicy
gdzieś około tysiąca – któż policzyć zdoła.
Kolorowo przybranych – by w mrówek stolicy
pokazać się najlepiej – jak Wicek przywoła.
*
*
Mrówek było tak wiele – że nikt ich nie zliczył.
Bo prócz poddanych Ciesi – jako już królowej;
przybyło mnóstwo poselstw z całej okolicy.
Co przynależy przecież w gestii honorowej.
*

*
W czasie ich weseliska nikt nie śmiał polować
na biesiadników tutaj zgromadzonych tłumnie.
Takie są prawa lasu – których to dochować
należy się każdemu – co żyje rozumnie.
*
Kapela przedniej marki przygrywała gościom;
w kolorowym tańcu mrówki i motyle.
Liczne cykady dźwięcznie swą melodyjnością
kilku konikom polnym wtórowały mile.
*
Były również toasty nektarem spełniane
o który się postarała motyli gromada.
Przysmaków pełne stoły – półmiski przybrane
płatkami kwiatów polnych – bo tak tu wypada.
*

*
Pszczółka Maja wraz z Guciem też tu przyfrunęli
zwabieni odgłosami przecudnej zabawy.
W powitaniu radosnym udział także wzięli
Ciesia razem z Wicusiem – wskazując potrawy.
*
obrazek: fakt.pl
*
Również i orszak Smerfów – żyjątek niebieskich
przywędrował w te strony – zaproszeni byli.
Na czela Papa Smerf - z pokłonem królewskim
złożył dary przed Ciesią – i Królem Motyli.
*

*
Zapomniałem Wam dodać – że Wicuś był księciem
w swoim rodzie motylim. Od pewnego czasu
piastował urząd Króla – bo wraz z zaginięciem
właściwego monarchy – był nim według zasług.
*
Nawet tuż – za Smerfami – Gargamel podążał;
lecz że nie był proszony – pozostawał z boku.
Wreszcie go sam Król Wicuś za krzakami dojrzał
i poprosił do środka – by dotrzymał kroku.
*
Weselisko trwało dni kilka bez przerwy.
Wszyscy chociaż zmęczeni – zachwyceni bardzo.
Nawet Gargamelowi przeszły w kąt gdzieś nerwy;
które zapewne kiedyś znowu się przydadzą.
*
*
Pożegnajmy więc wspólnie zacne towarzystwo
wszystkich gości weselnych – no i gospodarzy.
Czy powrócimy kiedyś tutaj – mimo wszystko
mam i ja tą nadzieję – może tak się zdarzyć.
*
***
część trzecia
Przygody Ciesi i Wicusia
W poszukiwaniu domku Ciesi – nasi przyjaciele;
a więc Wicuś i sama Ciesia mieli przygód kilka.
Wszystkich tu nie opiszę – było ich zbyt wiele
by zmieścić je w tej bajce – zacznę od motylka.
*
Fruwając ponad łąką – jak najbliżej ziemi;
by Ciesia mogła dostrzec swój domek z daleka.
Wicuś mógł się tu spotkać z sieciami pajęczymi
zastawianymi tutaj – co w nich pająk czekał.
*
zdjęcie: kali-gula.flog.pl
*
Pająki bowiem łapią owady w te sieci;
nie tylko zwykłe muszki – także i motyle.
Jak tylko coś takiego do nich tu przyleci:
już się nie wydostanie – mocna jest na tyle.
*
Wicuś z mróweczką Ciesią na plecach siedzącą
zaplątał się niestety o brzeg takiej sieci…
Byli na szczęście parą dość dużo ważącą;
że sieć ta się zerwała – mogli więc odlecieć.
*
Musieli jednak zaraz lądować na ziemi
bo niteczki z tej sieci skrzydła oplatały
naszego to lotnika. Więc nóżkami swymi
zsuwał je po kolei – aż się pozrywały.
*
Ciesia tymczasem zeszła na ziemię z motylka
aby sobie poszukać jakiejś smacznej trawy.
Tu zaś spoglądał na nią z jakiegoś badylka
mrówkolew – i to nie dla przyjaznej zabawy.
*
zdjecie: kbd1970.flog.pl
*
Spostrzegł to wnet nasz Wicuś – wiedział, co się zdarzy;
właśnie pozbył ze skrzydeł nieprzyjaznej sieci.
Rzucił się na ratunek – skrzydłami po twarzy
mrówkolwa jął okładać – ten musiał odlecieć.
*
Po krótkim odpoczynku od nadmiaru wrażeń
Wicuś wraz z małą Ciesią frunęli nad łąkę.
W poszukiwaniu domku – zapomnieli zdarzeń
które mogły kosztować z ich życiem rozłąkę.
*
Głodna sikorka sobie siedziała na drzewie
rozglądając się wokół za zdobyczą wszelką.
Bardzo lubi motyle – więc w tej to potrzebie
chciała złowić Wicusia wraz z mrówką niewielką.
*
zdjęcie: eugen0707.flog.pl
*
Wicuś w ostatniej chwili dojrzał zagrożenie.
Wykorzystać więc musiał cały kunszt lotnika;
wślizgnął się razem z Ciesią pod jakieś korzenie.
Przeczekali tu razem – aż sikorka znikła.
*
Coś za dużo złych zdarzeń w takim krótkim czasie;
pomyślał wtedy Wicuś – odpocząć chciał chwilę.
I podjeść sobie nieco, by na dalszej trasie
mieć siły do fruwania – jest przecież motylem.
*
Ciesia zeszła na ziemię spod skrzydeł motylka.
Również głodną już była – więc szukała jadła.
Wokół się rozglądając – wystarczyła chwilka
by nie patrząc pod nogi – w jakąś jamkę wpadła.
*
Tu zaś z głębi swej norki już spoglądał krecik
na smakowity kąsek, co sam się nadarzył.
Poprawił więc na głowie swój czarny berecik
by zabrać się do jedzenia – o którym też marzył.
*
zdjęcie: commons.wikimedia.org
*
Ostatni już był moment – jak krecika szpony
sięgały po mróweczkę – zemdlałą z tej trwogi.
Nadleciał zacny Wicuś – złapał ją strwożony
i frunął jak najwyżej – między jakieś głogi.
*
Odpoczęli tu chwilkę z Ciesią przerażoną;
która oprzytomniała po takim zdarzeniu.
Pofrunęli więc dalej – łąką ukwieconą
nadal szukając domku – teraz już w milczeniu.
*
Tak zeszło popołudnie – zmrok zaczął zapadać
gdy nagle tuż przed nimi pojawił się gacek.
To nocny jest nietoperz – lecz lubiąc podjadać
potrafi też o zmroku udać się na spacer.
*
zdjęcie: ulubiency.wp.pl
*
Jest to smakosz motyli – szczególnie tych nocnych;
ćmami często zwanymi – nie pogardzi przecież
okazją do schwytania posiłków pomocnych.
Więc Wicuś znów w opałach – tak to jest w tym świecie.
*
Uciekając przed gackiem skrył się w szparę drzewa.
Tam chwilkę odsapnęli – napastnik odleciał.
Teraz już nie czekali więcej niż potrzeba;
frunąc wciąż znów przed siebie i tak dzionek zleciał.
*
Szukając tu noclegu – sfrunęli pod drzewo;
takie już mocno stare – z korą popękaną.
Tu chcieli się rozejrzeć na prawo i lewo
czy nie znaleźć w tych szparach spokoju do rana.
*
Najpierw – że byli głodni – szukali jedzenia;
aby z pustym żołądkiem nie iść spać pod korę.
Wystarczyło Wicusia jednego spojrzenia
by dojrzeć nieszczęście – dobrze, że znów w porę.
*
zdjęcie: jerzygrzesiak.pl
*
Dzięcioły dwa – kłócące się teraz pod drzewem
wielkimi są – od zawsze – mrówek smakoszami.
Więc Ciesia wraz z Wicusiem musieli w potrzebie
uciekać – ukrywając pomiędzy trawami.
***
I na tym już tu zakończę opowieści wątek
przypominając wszystkim czytelnikom bajki;
że to jest tylko środek – koniec i początek
znajdziecie w części pierwszej – poszukajcie sami
***
część czwarta
WICIESIA
Po tym już opisanym – słynnym weselisku
przyszedł czas na budowę pałacu nowego.
Który byłby zaczątkiem przyszłego królestwa.
Zwanego Wiciesią – przez nich zakładanego.
*
Pałac ten musiał spełnić wymogi mieszkańców;
Wśród których Wicuś przecież wzrostem swoim słynął.
No i dla mrówek Ciesi być bardzo przyjaznym;
aby ich sposób życia tutaj nie zaginął.
*
Najpierw szukano miejsca – tu Wicuś z majstrami
sam oblatywał wokół okoliczne ziemie.
Aby znaleźć przyjazne dla obu gatunków;
mrówek wciąż biegających – i motyli plemię.
*

*
Wybór padł na pagórek – przy samym ogrodzie;
niedaleko tu przecież do kwiatów i lasu.
Pod rozłożystą lipą – miododajnym drzewem
chroniącym ich przed słońcem i deszczem zawczasu.
*
Uczestniczył tu cały ród smerfów w budowie;
pośród nich było wielu świetnych budowniczych.
Papa Smerf projektował pałacowe cuda;
od przepięknych zamków nie różniące się niczym.
*
*
Pszczółka Maja wraz z Guciem też tu pomagali;
z koleżankami znosząc wosku potrzebnego.
Którym właśnie zlepiano różne elementy
przy budowie ścian, stropu czy dachu samego.
*

*
Zakończono budowę w bardzo szybkim czasie;
to nie znaczy, że coś tu niedbale robiono.
Po prostu mistrz nad mistrze – Papa Smerf tu rządził;
pod jego kierownictwem życzenia spełniano.
*
Pałac ten miał pokoi – ile dni jest w roku;
każdy z nazwą motyli lub mrówczej gromady.
Ze względu na rozmiary znamienitych gości;
a nie dla stanowienia jakiejś złej zasady.
*
*
Również podziemia zamku obszernymi były;
co dla mrówek z rodziny Ciesi krasnolicej
stanowiło podstawę życiową gatunku.
By mogły tu zamieszkać w swej nowej stolicy.
*
Pałac więc urządzono według gustu Ciesi
do której się garnęły wszystkie inne mrówki.
Wicuś – jak mógł pomagał w upiększaniu zamku
Nie szczędząc przy tym złota, czy srebrnej gotówki.
*
Wydano też przyjęcie – huczne jak wesele
dla budowniczych tego cudnego zamczyska.
A już podczas budowy odwiedzano miejsce;
no i tym to sposobem swoje miano zyskał.
*
Sława ta jeszcze miała wzrosnąć z biegiem czasu;
lecz o tym Wam opowiem w następnym rozdziale.
Będą się działy rzeczy – może nie dopowiem;
abyście mnie odwiedzali i częściej i stale.
***
część piąta
WOJENKA
Miło, no i spokojnie żyło się w Pałacu;
stolicy już królestwa – Wiciesią zwanego.
Dopóki nie dotarła wieść przerażająca;
w okolicy się dzieje coś niepokojącego.
*
Zastępy amazonek – mrówek rudobarwnych
maszerowały, siejąc po drodze zniszczenia.
Szły w stronę tegoż zamku Ciesi i Wicusia;
zaspokoić swe żądze zawładnięciem mienia.
*
*
Była to armia mrówek – największa w tym czasie;
niepokonana w bojach od paru pokoleń.
Przyspieszono więc gwałtem szykować obronę
swojego tu zamczyska – wezwano do zbrojeń.
*
Wysłano również gońców do przyjaznych rodów;
zarówno swoich – mrówczych, motylich i innych.
Które to dla przyjaźni przybędą zapewne
odpierać wrogą armię – w pomocy niewinnym.
*

*
Pierwszy tu na ratunek pospieszył Smerf Papa
wraz z zastępami smerfnych zbrojarzy – strategów.
Rozmieszczono wśród murów – na wyższych krużgankach
armaty miotające do wrogich szeregów.
*
Miotać tu należało nasionami roślin;
których zapachy czasem i mrówki uduszą.
A więc macierzanką, lawendą, kocimiętą,
wrotyczem, bylicą, kminkiem czy pietruszką.
*
Lecz kto miał zaopatrzyć w zapasy tych nasion
magazyny zbrojowni pałacu mrówczego?.
Również tutejsze mrówki były uczulone
na zapach owych roślin – dla nich też coś złego.
*
Pomocnym okazała się rodzinka Mai;
która to razem z Guciem i koleżankami
nadleciały z pomocą. Ruszyły więc żwawo
pszczółki zwinne – przynosząc nasiona wiadrami.
*

*
Z nich to smerfni zbrojmistrze lepili naboje
klejone pszczelim woskiem – też od pszczół im danym.
Mrówki będąc z daleka od tych to zapachów
zajęły się wzmacnianiem murów przeglądanych.
*
Motyle też ochoczo zgłosiły gotowość
do wszelkiej tu pomocy – czyniły, co mogły.
Nosiły więc w powietrzu materiał potrzebny
dla wzmocnienia obrony – szkodom zapobiegły.
*
*
Atak nastąpił nocą – jeszcze przed porankiem;
kiedy to napastnicy – pewni zaskoczenia
mieszkańców pałacu pogrążonych we śnie.
Teraz nie mogli ukryć swojego zdziwienia…
*
Przywitał ich blask świateł tuż nad ich głowami;
robaczki świętojańskie tak to uczyniły.
Przychodząc z pomocą dla obsługi armat;
żeby te mogły dostrzec – dokąd z nich strzeliły.
*
Hufiec pszczółek natomiast niósł w swoich ramionach
pociski z nasion – o których wspomniałem powyżej.
Zrzucał je między szeregi armii amazonek;
te zaś wiały czym prędzej – oby jak najchyżej.
*
Tam gdzie światełka robaczków już nie dosięgały
zjawiły się ćmy nocne – też przecież motyle.
Siejąc popłoch w szeregach tysięcy najeźdźców;
zrzucając im na głowy nasiona co chwilę.
*
W tym to wielkim popłochu wśród najeźdźców armii
wydarzyła się akcja o wielkim znaczeniu.
Oto Król Wicuś Pierwszy – bo tak go już zwano
porwał z samego środka Królową – w milczeniu.
*
Amazonki pozbyte swojej przywódczyni;
czyli Królowej Wrednej – takie imię miała.
Musiały się wycofać – przyrzec uroczyście
że więcej tu nie przyjdą – Wredna podpisała.
*
I tak to zakończyli szczęśliwie wojenkę
w obronie królestwa Wiciesi – poddani.
Przy wybitnej pomocy przyjaciół z sąsiedztwa
Którzy tutaj powyżej są już opisani.
*
Jako pierwsi od wieków potrafili przemóc
niepokonaną dotąd armię amazonek.
Sława ich się rozniosła hen – bardzo daleko.
Amazonki odeszły – nim nastąpił dzionek.
*
*
Pani mrówka powyżej – Królowa Marcysia;
Mama Ciesi, a babcia Wiesi – swojej wnuczki.
Też może mieć w tej bajce coś do powiedzenia.
Oby nic zgryźliwego – jakieś znów nauczki…
*
Może jeszcze w przyszłości spotkamy ponownie
opowieść na tych kartach o Królowej Ciesi
no i Królu Wicusiu – może o córeczce
czyli ślicznej królewnie o imieniu Wiesi.
***
część szósta
RODZINA
Pani Marcysia – mama – poprzedniczka Ciesi
na królewskim tronie – była – ciut zrzędliwa.
Bardzo zaś przywiązana do swego mrowiska;
nie chciała do pałacu – sprawa kłopotliwa.
*
Musiano do pomocy w jej codziennym życiu
przydzielić grupę mrówek – jej służebnic dawnych.
Aby w starym mrowisku nadal żyła godnie;
było to sto mróweczek nadzwyczajnie sprawnych.
*
Przyszło im nadal służyć swej byłej królowej
by mogła czuć się dobrze – jak za dawnych czasów.
Często musiały chodzić po świeże przysmaki
dróżką obok pałacu – do bliskiego lasu.
*
Zachodziły po drodze z wizytą do Ciesi
z którą przecież kiedyś się razem bawiły.
Ona też je lubiła – więc z wielką radością
cieszyła się z tych wizyt – gdy tutaj gościły.
*

*
Wicuś nie co dzień bywał w ich wspólnym pałacu;
przecież królował także w motylkowym świecie.
Chciał się zrzec tych zaszczytów by zamieszkać stale
razem ze swoją Ciesią – jako żoną przecież.
*
Nie bardzo jednak miał kto zastąpić Wicusia
w roli Króla Motylków – jego brat zbyt młody.
Więc musiał jakoś godzić swoje obowiązki
żeby tam – no i tutaj – nie narobić szkody.
*
Jak wspominałem wcześniej – w poprzedniej bajeczce;
Król Motyli a tato Wicusia zaginął.
Szukano wszędzie wokół – bezskutecznie jednak;
Wicuś wciąż żył nadzieją – i jakiś czas minął.
*
Aż kiedyś przybył goniec do Wiciesi zamku,
gdzie właśnie Wicuś mieszkał razem z swoją żoną;
że powrócił Król Stary do ich Motylkowa,
by Wicuś tam się zjawił wraz z jego koroną.
*
Wicuś w te pędy pomknął ku swojemu Ojcu;
Królowi Motylkowa razem też i z Ciesią.
Tkliwości było wiele przy owym spotkaniu;
płaczą z radości wszyscy – mimo że się cieszą.
*

*
Król Motyl nie był jeszcze nader stary wiekiem;
długie włosy na głowie dodawały blasku.
Opowiedział o swojej przygodzie dziejowej;
kiedy to oto nagle znalazł się w potrzasku.
*
Wpadł w sieć zastawioną przez złego pająka
i tylko może temu życie swe zawdzięczać;
że był królem motyli – po to go więziono,
bo za wyjście na wolność opłatą zaręczał.
*
Pająk nie mógł wymyślić – jakim to sposobem
wyłudzić tę zapłatę za Króla uwolnienie.
Musiał też karmić często – co nie było proste.
Królowi Motyli obce – pajęcze jedzenie.
*
Obaj zatem myśleli – zgoła o czym innym;
pająk bowiem o złocie – Król zaś o wolności.
Pająk był nazbyt chciwy a zaś Król Motyli
zasłynął w okolicy ze swojej mądrości.
*
Król więc zaproponował – by pająk niecnota
uwiązał go do nici swojej pajęczyny.
Wtedy sam sobie będzie szukał pożywienia;
pająk zaś na to przystał z tej samej przyczyny.
*

*
Nić co dzień musiała być o wiele dłuższą;
żeby móc wyszukiwać nowe pożywienie.
I w tym upatrywał więziony Król szansy,
na jak najszybsze swoje z więzów uwolnienie.
*
Pewnego razu – podczas, gdy szukał jedzenia;
spotkał się oko w oko z swoim przyjacielem.
Żuczkiem o mocnych szczękach – przegryzienie nici
sprawiło mu kłopotu naprawdę niewiele.
*
Zanim się pająk spostrzegł – Król Motyl odfrunął,
pomachał mu z daleka jeszcze skrzydełkami
i powrócił do domu – gdzie mało kto wierzył
że znajdzie się nagle żywy – tu – pomiędzy nami.
*

*
Teraz uszczęśliwieni – z królewską obstawą
odwiedzili czym prędzej Marcysię – mamę Ciesi.
By ją powiadomić o czymś to – zupełnie nowym;
niedługim przyjściu na świat swej córeczki Wiesi.
*
Marcysia tą nowiną nad wyraz przejęta;
i tym, że babcią zostanie niebawem – już wkrótce.
Postanowiła przenieść się do ich pałacu
by móc tu ofiarować opiekę swej wnuczce.
*
Przenosiny odbyły się więc bardzo sprawnie;
przy udziale młodzieży motylkowych gości.
Którzy bardzo ochoczo przenosili rzeczy
w powietrzu i szybciutko – co było najprościej.
*
Przy tej okazji zawarto wiele znajomości
lub odnowiono stare – wspominając wesele.
Ni z tego – ni z owego – powstawały pary
z mrówek no i motylków – a było ich wiele.
*
I tak oto małżeństwo Ciesi i Wicusia
przypieczętowane wkrótce przez córeczkę Wiesię;
dało początek gatunkowi owadów nowemu.
O czym ja tu Wam bajam – w bajki interesie.
*

*
Powstało wiele małżeństw motylkomrówkowych;
no i jak to od zawsze jest porządkiem rzeczy.
Rodziły się wciąż nowe mrówczątkomotylki.
Kto nie widział – niech słucha – a mnie niech nie przeczy.
*
Żyje gdzieś pośród kwiatów na szerokim świecie
rodzina motylkomrówek – z natury prześliczna.
Tutaj ich nie szukajcie – pewnie nie znajdziecie
bo jest ich jeszcze mało – gromadka nieliczna.
*
Pewnie i Wiesia kiedyś zostanie królową
pośród nowego gatunku mrówkomotylkowych.
Czy zdążę to opisać – nie wiem – jeśli spotkam
ich gdzieś na swojej drodze – to się zastanowię.
***
-bronmus45-








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz