Niekończąca się opowieść..



Dzień, jak co dzień...

5 marzec 2014
Ci moi stołówkowi goście parapetowi są nieco nazbyt wybrednymi smakoszami. Nie bardzo odpowiada im pszenżyto, które akurat mogę nabyć "spod lady" na podwórzu mojego bloku w sklepiku warzywnym. Właścicielem sklepiku jest rolnik uprawiający akurat ten rodzaj zboża, więc nie muszę wybierać się aż na rynek po pokarm dla ptaków. Wystarczy mu wspomnieć, a na drugi dzień już dowiezie parę kilogramów. Ptaszyska widocznie wolą śmietnik kuchni stołówki internatu szkolnego, znajdującego się w pobliżu, gdzie mają większy wybór w jadłospisie. Niby dziobią to zakupione tylko dla nich zboże, jednak w sposób, jakby właśnie mnie chciały zrobić przyjemność, tak bardziej z obowiązku. Zdecydowanie wolą chleb. Mewy zaś zjawiają się momentalnie - wyrastają spod ziemi [bardziej z dachu], gdy tylko wyłożę jakieś kawałki mięska czy słoniny. Nigdzie ich nie widać ... i nagle są przy żarełku. Wtedy i wojownicze kawki, również zwolenniczki tego typu jedzonka, nie mają za wiele do powiedzenia. Wrzeszczące mewy zapełniają cały parapet stołówkowy... Kot sąsiadów wisi na firance przy oknie, chcąc się do nich dobrać. Sąsiedzi zaś od czasu do czasu coś tam wspomną o tym moim dokarmianiu i swoim kocie niszczącym firanki, lecz bez zbytniej złośliwości. Dzień jak co dzień... Dziś z kolei mokry, szary i zimny... gastronomiczny.
*
nagranie z dziś - 5 marca 2014 - rano

Spacer po miejskim parku


Przed godziną dziesiątą wybrałem się na spacer do miejskiego parku. Zaopatrzony w lornetkę i aparat fotograficzny miałem cichą nadzieję upolować cokolwiek, do tej właśnie notki. Owszem, wiewiórka sprowokowała mnie, aby jej pstryknąć fotkę, lecz zanim się przymierzyłem - zwiała mi sprzed nosa. I tyle ją widziałem. Jezioro jeszcze nie całkiem odmarzło, pływające tu i ówdzie kaczki czy mewy gramolą się na lód, który często nawet pod ich ciężarem  załamuje się, taki już cieniutki. Nie robiłem zdjęć jeziora, bo pozimowe szuwary porosłe gdzieniegdzie przy brzegach, koloru brudnobrązowego, na dodatek przybrane tu i ówdzie jakąś zabłąkaną torebką foliową, nie stanowią o atrakcji obrazu. Wracając do domu odwiedziłem kwiaciarnię, gdzie skusiłem się na zakup bratków w doniczce. Po zapewnieniach sprzedawczyni [właścicielki], że śmiało mogę je umieścić na zewnętrznym parapecie okna. Ponoć nie boją się przymrozków nawet do minus 5 *C. No i ustawiłem je - jak co roku [tym razem bratki] - na dachu ptasiej stołówki. Oto te obrazki [z bratkami] u góry - specjalnie uruchomiłem w kamerce datę, by wykazać ich aktualność.

4 marzec 2014 - parapetowa stołówka


To widok z mojego okna, na którego parapecie już od kilkunastu miesięcy jest umieszczony karmnik dla miejskich ptaków. Z lewej strony widok z okresu lata tamtego roku - pośrodku i z prawej - dzisiejsze [data] zdjęcie. Szara i bura rzeczywistość przedwiośnia. Już teraz zacznę więc szukać jak najwcześniejszych kwiatów "parapetowych", aby podobnie jak w tamtym roku ubarwić tą ptasią stołówkę, czynną cały rok. Opanowaną przez większe ptaki - od gołębi grzywaczy, poprzez mewy, kawki do sierpówek [zwanych czasami błędnie cukrówkami]. Z mniejszych jedynie od czasu do czasu pojawia się wróbel. Innych w tej okolicy miasta nie widać. Nie ma tutaj w pobliżu żadnych krzewów, które to byłyby naturalnym środowiskiem dla innych gatunków. Kiedyś - gdzieś tak jeszcze trzy lata temu - wzdłuż ulicy rósł sobie żywopłot, mieszczący w swoim gąszczu wiele różnych gatunków. Ulicę znacznie poszerzono, oczywiście kosztem też żywopłotu. Zniknęły więc i zamieszkujące go ptaki.
Małe, ale wojownicze


Najwięcej "do powiedzenia" przy parapetowej stołówce mają kawki. Zarówno z racji swojej gadatliwości, jak i głównego miejsca przy wyłożonym "żarełku". Wrzeszczą i na obcych, ale i na swoich z innych par "kawczych". Trzeba bowiem wiedzieć, że kawki są bardzo wierne swoim partnerom, wobec zaś innych par jak i odmiennych gatunków stanowczo wojownicze.Taki grzywacz przecież jest od nich o wiele większy - mimo to ustępuje kawkom. Kawał ptaka, lecz takiego "potulnego misia" - tak mi się wydaje po przeszło rocznej obserwacji ich zachowań. Mewom też nic nie brakuje z wojowniczości, jednak zdają się być wstrzemiężliwe w walce z kawkami. Często obserwuję ich powietrzne gonitwy, lecz tutaj to różnie bywa. Wygląda na to, że one ganiają się w powietrzu dla zabawy, nie zaś dla toczonych pojedynków. U góry na aktualnym zdjęciu wszystkie gatunki dzisiejszych gości stołówkowych. I toto małe czarne ze środkowego obrazka - czyli kawka - rządzi...

"Zakupowy" spacer
...doprowadził mnie po drodze do pobliskiego "klubobaru". Tam zawsze można spotkać kogoś znajomego. Główny temat rozmów, z takich bardziej poważnych, to sąsiednia Ukraina. Zawsze bowiem waśnie sąsiedzkie dotyczą w jakiś sposób również nas samych. Na dodatek, jeśli obaj sąsiedzi to nie ułomki przecież, a jeden z nich światowym Goliatem. Nieobliczalnym w swojej potędze. Z rozmów tych przebija więc zaniepokojenie, przeplecione nutką lekkiego strachu...

Brak komentarzy: