To był początek lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Prezes zakładu pracy w którym pracowałem właśnie wyszedł z aresztu, w którym przesiedział trzy miesiące jako podejrzany o pewne „machlojki” w ramach dziejących się wtedy przekształceń własnościowych. W KZ NSZZ Solidarność, reaktywowanej ponownie po stanie wojennym i różnych perypetiach ogólnokrajowych z legalizacją organizacji ścierały się dwa poglądy. W jaki sposób „przywitać” wychodzącego z aresztu „pryncypała”. Czy przejść nad tym do porządku dziennego, czy też po prostu nie wpuścić go do gabinetu. Postanowiliśmy więc zasięgnąć opinii członków Związku podczas specjalnie zwołanego zebrania. Przestawiliśmy nasze pomysły, wielu wypowiadających się było za blokadą gabinetu Prezesa. Potrzeba więc było chętnych do uruchomienia ciągłych dyżurów.. I tu klapa…Zgłosiło się raptem dwóch albo trzech…Reszta – cisza jak makiem zasiał… Prezes z powrotem rozpoczął swoje rządy zakończone upadłością – już później pod rządami syndyka…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz